wtorek, 9 kwietnia 2013

Chapter 2 .


 polecam do słuchania :)

-Am .. hej - powiedziałam niepewnie.
-Hej nie bój się mnie, nie jestem taki straszny jak się mnie pozna - uśmiechnął sie nieznajomy.
-Nie, nie boje sie - odwzajemnilam usmiech - po prostu jestem troszke nieśmiała - gestem pokazałam rękoma symnol mniejszości.
- Spokojnie. Jestem Niall .
-Zoey.
- Więc już się trochę znamy. Gdzie lecisz ?
-Do londynu
- Mhm, ja też - puscił oczko - po co ?
- Do przyjaciółki - nie mogłam mu powiedzieć całej prawdy.- a ty ?
- By spełniac marzenia. W Londynie odbedą się castingi do x factora .
- Śpiewasz ?
- No.. amatorsko , ale śpiewam - niepewnie na jego ustach zawitał uśmiech.. przeszedł mnie dreszcz.
-To wspaniale ... oby poszło dobrze.
Zapanowała cisza .
- to ... zaczał Niall- skoro oboje lecimy do Londynu, to może dasz sie zaprosić na kawe ? znam naprawdę dobrą kawiarnię w centrum - w jego głosie wyczułam strach i lekka obawę. To dziwne , ale ten nowo poznany chłopak podobał mi się. I to bardzo. Budził moją ciekawość.
- Chętnie - odpowiedziałam radośnie.
- Prosimy o zapięcie pasów. Odczuwane moga być turbulencje - Usłyszałam jak stewardessa oznajmiła nam tą informację przez megafon.

- o , nie - szybko zapięłam pasy i 'schowałam' sie w fotel.
- ooo , Zoey się boi ? - Spytał Niall, lekko śmiejąc się.
- Nie smiej się - prychnęłam groźnie.
- Przepraszam - odpowiedział z broniącym sie gestem. Wiem, ze dalej go to bawiło.
Zmierzyłam go karcącym wzrokiem.
- To moja pierwsza podróż samolotem. Okej, Okej, boję się - przewróciłam oczami.
- To nic strasznego. Naprawdę. Lekko potrzęsie, nic więcej
Zatrzęsło.
Aż podskoczyłam i odruchowo wtuliłam się w Nialla.
Z moich ust wydobył się lekki pisk.
Niall lekko się zdziwił. Ale wyczuł powagę chwili i mocno mnie do siebie przygarnął. Czułam się przy nim bezpiecznie. Poczułam tękę głaskającą mnie po włosach.
Ponownie zatrzesło.
Jeszcze mocniej mnie do siebie przytulił. Nie powiem, to było bardzo słodkie.
- Hej, nie martw się. - Czule pocałował mnie w czoło. Przeszedł mnie dreszcz. Przyjemny dreszcz ekstazy .
- TURBULENCJE USTAŁY. MOZNA ODPIĄĆ PASY BEZPIECZEŃSTWA. - znów usłyszałam głos stewardessy.
naprawdę, nie mogła poczekać chwili dłużej.
Odsunęłam się. Cała zawstydzona. Nie powinnam ... znamy się zbyt krótko. Biłam się z własnymi myślami
- I jak, lepiej w moich ramionach - znów usłyszałam jego głos. zadowolony głos.
Niall kciukiem otarł małą kropelkę spływającą mi po policzku.
- Przepraszam. - rozpłakałam sie na całego. Wstałam i podreptałam do lotniczej toaletki.
Zobaczyłam moje odbicie w lustrze. Walnęłam siebie z popularnego 'liscia' . Najadłam się wielkiego wstydu i to jeszcze przed chłopakiem który mi sie podoba.
Świetnie. Wracam.
Odszukałam moje miejsce. Gdy 'przechodziłam' przez Nialla, samolot znów się zatrząsł,
Upadłam wprost na jego kolana.
Sero ? Chciałam uciec jak najdalej.
Jednak cos się stało. Czas jakby się zatrzymał.
był tylko on i ja. Cały świat jakby stanał w miejscu.
Nasze usta były już blisko. obydwoje zamykalismy oczy.
Doszła do mnie rzeczywistość.
- Przepraszam . ja , ja nie mogę. - prawie krzyknełam . Poczułam że jego ręce, które do tej pory były splecione na moich biodrach powoli rozluźniały się.
Uwolniłam się od jego objęcia i usiadłam na moim fotelu.
- To ja przepraszam - Odezwał się niall - Nie powinienem ...
- Okej, już .  - łagodnie się uśmiechnęłam. - Jest dobrze.
- Ale kawa dalej aktualna ? - Puścił mi oczko . Matko, jak on mnie pociągał.
- Pewnie. - uśmiechnęłam się.
on też. Dopiero teraz ujrzałam jego olśniewająco białe zęby, udekorowane lekko zauważalnym, białym aparatem.
- Mam prośbę - zaczął powaznie Niall .
- Tak ? - ciekawa zapytałam .
- Uśmiechniesz się dla mnie jeszcze raz ? - znów jego łobuzerski uśmiech - wygladasz ślicznie gdy widać ci dołeczki. I w ogóle to .. to masz cudowny uśmiech...
- Kretyn - ze smiechem po przyjacielsku walnełam go pięścią w barek.
- Ałć ! - ze śmiechem krzyknął.

                                                      ***
 Wylądowaliśmy.
Schodami samolotu wyszłam na powietrze.
- "Nowe życie" - Pojawiła mi się w głowie myśl.
Twarz oświeciło mi gorące, londyńskie slońce.
- To możemy iśc na kawe. - przypomniałm blondynowi. Podążyliśmy naprzód, ciagnąc za sobą nasze bagaże .

________________________________________________________

Okej, nie dodałam długo, ale to dlatego że nie było wystarczająco dużo komentarzy.
mialo być 10, jest 6 . ale dodałam bo w sumie chociaż wy moze to czytacie. Dziękuję osobom które skomentowały ostatni rozdział, jesteście mega . Jesteście dalej ze mną ? ; )) .
Tak więc proszę o komentarze. Dobrze pisze ? podoba wam się ?
Co obstawiacie w następnych rozdziałach ? ;d .

środa, 6 marca 2013

Chapter one .



 MUSIC




Tak więc wstałam. Dzień jak co dzień. Nudne życie. Jednak dzisiaj będzie zupełnie inaczej. Odrodzę się na nowo.Tak jak Erin, zacznę nowe, lepsze życie. Wyjadę do niej. Zadzwoniłam dziś do przyjaciółki i w jej głosie słychać było entuzjazm i radość.Powiedziała że czekała na ten dzień, że w końcu ją odwiedzę. I że moge mieszkać u niej ile tylko chce. Obiecała też że załatwi mi dobrą pracę. Będzie dobrze. Przynajmniej oby było lepiej tam niż tu gdzie jestem teraz. W starym domku który o wszystkim przypomina. W nim wszystkie wspomnienia mi wracają. Na zawsze będzie z tym koniec ... Definitywny koniec.
Bilet na samolot kupiłam już wczoraj. Dziś o 20 odlot. W końcu się stąd wyrwę. Skończę z przeszłością.
    Kiedy schodziłam na dół, niestety znów zetknęłam się z matką. Oczywiście w codziennym stanie. Leżała na sofie w salonie, obok niej kilka butelek bo wódce i pełno paczek papierosów. Nie będę jej budzić, o nie..Niech śpi słodko.
Tanecznym krokiem weszłam do kuchni. Zrobiłam czekoladowe płatki zbożowe z waniliowym mlekiem. Do tego mocna kawa ze śmietaną. Standardowe śniadanie.Zasiadłam do drewnianego stolika. Gdy spożywałam jedzenie, rozmyślałam o tym, gdzie będę pracować w Londynie. Zawsze wyobrażałam sobie siebie w bardzo kobiecej wersji: czarna skromna spódniczka, biała koszula z kołnierzykiem i czarna marynarka. Do tego z włosów zrobiony elegancki kok z powpinanymi srebrnymi wsuwkami. Tato zawsze mówił, że widzi mnie jako dyrektorkę jakiejś firmy. Marzenie. Normalnie mogę zostać sprzedawcą hamburgerów w taniej budce na rogu. Wtedy marynarka zmieni się w zwykłą szarą bluze, a szanowana pani dyrektor w zwykłego śmiecia, którego każdy pogania, by szybciej smażył wołowinę, i by w burgerze nie było musztardy.
   Z zamyślenia o pracy wyciągnęła mnie myśl, że przecież walizka sama się nie spakuje. Do zmywarki włożyłam kubek i misk. Włączyłam ją i ruszyłam ku mojemu pokoju. Gdy otworzyłam drzwi, wszystkie wspomnienia znów wróciły. Pamiętam, że gdy miałam 14 lat, pokłóciłam się z mamą o to, że ściany pokoju czternastolatki nie mogą być różowe, bo byłoby to przecież zbyt dziecinne. Matka ciągle mi wtedy powtarzała, że dalej jestem jej małą księżniczką, a wszystkie małe księżniczki mają wszystko różowe. Nikt mnie wtedy nie słuchał... Nikt oprócz Liasia. Mój brat, Liam przyszedł wtedy do mnie, przytulił i po prostu był ze mną. Przekonał rodziców co do kolory ścian i w ten sposób patrzę teraz na stare już fioletowo-żółte ściany. Liaś, bo właśnie tak na niego mówiłam był naprawdę bardzo kochany. Pewnie dalej jest. Pamiętam, że gdy byłam malutka, codziennie przychodził wieczorem do mojego pokoju i śpiewał mi kołysanki i rozmawiał ze mną.
   Kiedy trochę dorosłam, wychodził ze mną i swoimi kolegami na dwór. Nie wstydził się mnie. Zawsze pomagał mi w lekcjach. Nie mam pojęcia dlaczego urwał z nami kontakt, ale wiem że musiało być to coś poważnego. Wiem, że za bardzo mnie kochał by tak bez pożegnania odejść. Podejmowałam różne próby by go znaleźć. Bezskutecznie. W ani jednym akademiku nie było ani jednego Liama Davies. Na wszelki wypadek sprawdziłam też szpitale. Tym też nic nie wskórałam. Nigdzie nie mogłam go znależć więc po prostu poddałam. Ale nadzieja umiera ostatnia.
  Otworzyłam szafę. Sukienka którą dostałam na piętnaste urodziny, wszystkie t-shirty, rurki, bluzy. Zobaczyłam też coś jeszcze.  Sweter Liama. To jedna z moich pamiątek po nim. Przyłożyłam go do serca.
- Liaś, nawet nie wiesz jak bardzo za tobą tęsknię. Chciałabym wiedzieć gdzie teraz jesteś, co robisz.. Czy brakuje Ci mnie tak samo jak mi brakuje Ciebie ? Chcę wiedzieć, dlaczego odeszłeś tak bez słowa. Chciałabym przytulić cię tak mocno jak za dawnych lat... - powiedziałam sama do siebie .







Spakowałam sie i poszłam pod prysznic. Letnie kropelki wody otulały moje delikatne ciało.
 Wyszłam spod prysznica i otuliłam ciało ręcznikiem. Z włosów kapała mi woda. Szybko ubrałam sie w przygotowane wcześniej ubranie. Wysuszyłam włosy i ułozyłam je. Oczy podkreśliłam satynową, czarną maskarą i lekko przejechałam eye linerem po powiekach. Przejrzałam się jeszcze raz w lustrze. Beżowe spodnie, rurki, eksponowały moją okropną figurę, a brązowy sweterek przylegał do brzucha i ramion. "Nowe życie" - tylko to chodziło mi teraz po głowie.
Zeszłam do kuchni, ostatni raz. Do reki wzięłam długopis i kartkę. Napisałam tam :
                                                        ,,DROGA MAMO !
Przepraszam, że tak bez słowa odchodzę, ale nie potrafię tak dalej żyć. Brakuje mi taty, Liama i dawnej ciebie. Życie tutaj to już nie to samo.Mam nadzieję, że keidyś mi wybaczysz. To wszystko przez ten cholerny alkohol. Okej, może tato nie zmarł z tego powodu. Ale Liam zapewne odszedł, miał wszystkiego dość. Miał dość tego , że gdy wraza do domu widzi pijaną matkę. Ja też odchodzę. Nie radzę sobie z tobą i twoim głupim uzaleznieniem. Jeśli kiedykolwiek jeszcze spotkam Liasia, obiecuję, że wezmę go choćby nie wiadomo co ze sobą tutaj. Razem wszystko pokonamy. Kocham cię bardzo mocno. Dozobaczenia.        
                                                                             Zoey xx . ''

I wyszłam. Łzy ciekły mi strumieniem. Nie potrafiłam nad nimi zapanować. Nad niczym nie umiałam zapanować. Zamówiłam taksówkę i pojechałam na lotnisko. Gdy już na nim byłam, ujrzałam biały, ekskluzywny samolot. Był ogromny. Nie wiem dlaczego, ale boję się go. Mam okropny lek wysokości. Ale wytrzymam. Dam radę. Muszę.
-Zoey Davies- usłyszałam głos za sobą - miejsce czeka.
  Stewardessa poprowadziła mnie na miejsce. Usiadłam. Skoro miałam spędzić w tym samolocie trochę czasu, zamówiłam lot pierwszą kklasą. Miejsce było bardzo wygodne. Małą poduszeczkę oparłam o okno, i ulożyłam na niej głowę. Szybko usnęłam...
Gdy się ocknęłam, zauważyłam, że miejsce obok mnie nie jest już puste  .
- Ooo, cześć. Widzę że moja sąsiadka już nie śpi - usłyszałam przecudny, aksamitny głos ..

__________________________________________________
Nwm czy krótki, czy średni .. nie jestem obeiktywna wobec swoich prac ..
Błagam , piszcie komentarze . Wtedy wiem że mam dla kogo pisać . jeśli będzie ich mało, nie będę pisała następnych rozdziałów ..

10 komentarzy=kolejny rozdział .

środa, 20 lutego 2013

Prologue .

                                                                     MUSIC .


  Proste włosy, blondynka, zawsze uśmiechnięta ... tak to właśnie ja. Chociaż cofnijmy to : Proste włosy, blondynka, zawsze uśmiechnieta ... tak myślą o mnie inni. A jaka jestem naprawdę ? Szczerze? Tego sama nie wiem . Jestem sama w czterech ścianach mojego pokoju, wsród pachnących kawą świeczek .Tańczące płomyki przyciągaja mój wzrok. Na ścianie wiszą stare zdjęcia z wakacji. Wtedy wszyscy byliśmy razem .. Tata, Mama, ja i brat ...razem szczęśliwi ...A teraz ? Tata zginął w wypadku samochodowym. Odkąd go z nami nie ma , mama zaczęła topic swe żale w alkoholu. A co z bratem ? Wyprowadził się.Urwał z nami kontakt.Jestem sama. Zupełnie.

  Migoczące płomyczki znów przykuły moją uwagę. Pomyślałam o Erin. To moja najlepsza przyjaciółka. więc tak jakby nie jestem całkiem sama. Mam Erin. jednak wyjechala do Londynu w poszukiwaniu lepszego życia, dobrze płatnej pracy.. Dalej utrzymujemy kontakt. Czasem do siebie dzwonimy, rozmawiamy przez rózne portale. Ale to nie to samo  co przed laty. Często chodziłyśmy na shake'i. Jednak po ukończeniu szkoły, Erin wyjechała . Znalazła dobrą pracę .Jednak nigdy nie wypytywałam się , a ona nigdy o niej nie wspominała. Szczerze to nawet zbytnio mnie to nie interesowało.Po jej wyjeździe zdarzył się ten cholerny wypadek ojca ..Jechał po prezent urodzinowy dla mnie. Tak bardzo cieszył się, że jego mała córeczka kończy dziewiętnaście lat, że nie zauważył nadjeżdżającego tira. A potem go już nie było... Zginął na miejscu. Tak mocno go kochałam. Cały czas obwiniam siebie za spowodowanie tego wypadku. W końcu gdyby nie ja i moje urodziny, te cholerne dziewiętnaste urodziny. Tata byłby tu z nami. Znów tak samo szczęśliwi jak na starych fotografiach.Mój kochany tatuś byłby ciągle przy mnie. Jednak jego śmierć nas nie rozłączyła. Ja czuję że on tutaj jest. Własnie dotyka mojego prawego ramienia i szepcze "Nigdy się nie poddawaj. Walcz!". 

Dlatego to , że czuję, że jest on wciąż obok mnie sprawia że jestem silna. Wierzę, że Tato nie odszedł. Jest z nami wszystkimi. i będzie z nami, dopóki my nie przestaniemy w to wierzyć. Wierzyć w niego...

- Tęsknię... Wciąż kocham - powiedziałam w oddal ciemnego pokoju i jednym dmuchnięciem zgasiłam tańczące świeczki . 


__________________________________________________________________

Tak wiem że krótkie, ale to takie jakby wprowadzenie, Rozdziały obiecuję, że będą dłuższe :).

Przeczytałeś/aś ? - Skomentuj . to dla mnie bardzo ważne. Wtedy wiem że pisze dla kogoś kto to czyta. Bardzo proszę o to .